Rune Larsen szczególnie źle znosił
dramatyzm włoskiego upału. Żadnego podmuchu, który miałby szansę swą rześką
strukturą musnąć stęskniony chłodu policzek. Trzydzieści sześć kresek i woda w
butelce na trzy drobne lub jeden solidny łyk. Nędzne laski wokół, a słońce w
natarciu. Mech palił stopy przez wybrzuszenia podeszwy. Petter Lier odmiennie
traktował urok słońca i rozlanego żaru. Rune w buncie przybrał pochmurny wyraz
twarzy, był tym wszystkim skrajnie zmęczony. Petter obie dłonie wyciągnął ku
niemu, zarzucił na szyję i ciepłym pocałunkiem z typowym sobie raptownym gestem,
otarł wargi mężczyzny. Niteczka srebrzystej śliny łącząca ich i bruzdki
znikające z czoła.
*
Zostawiajcie adresy waszych blogów. Chętnie poczytam.
Zostawiajcie adresy waszych blogów. Chętnie poczytam.
Więc tak. Co mogę powiedzieć o tym prologu? Jest wystarczająco tajemniczy, by zachęcić mnie do dalszego czytania, ale ciut krótki i nie dzieje się w nim nic większego; mogę z niego wywnioskować, że bohaterowie mieszkają we Włoszech i są razem.. chyba, że się mylę.
OdpowiedzUsuńJest też mało opisów. Nie umiem sobie wyobrazić jak wygląda Rune i Petter. Ale w prologu przecież nie musi być tego tak dużo, prawda? Nie robisz błędów, ogółem – będę wpadać od czasu do czasu. Mam nadzieję, że cię nie uraziłam.
Pozdrawiam!
[czarny-ptak.blogspot.com/]
Hmm... nie powiem że się nie podoba... Prolog ciekawy i wystarczająco tajemniczy, by zachęcić do dalszej lektury. Krótki lecz treściwy. Piszesz nieźle, styl bez zarzutów, błędów nie widzę.
OdpowiedzUsuńNa bloga z pewnością będę wpadać.
PS. Obserwuję
ahiknow.blogspot.com