sobota, 6 kwietnia 2013

Prolog: "parzący stopy mech"



    Rune Larsen szczególnie źle znosił dramatyzm włoskiego upału. Żadnego podmuchu, który miałby szansę swą rześką strukturą musnąć stęskniony chłodu policzek. Trzydzieści sześć kresek i woda w butelce na trzy drobne lub jeden solidny łyk. Nędzne laski wokół, a słońce w natarciu. Mech palił stopy przez wybrzuszenia podeszwy. Petter Lier odmiennie traktował urok słońca i rozlanego żaru. Rune w buncie przybrał pochmurny wyraz twarzy, był tym wszystkim skrajnie zmęczony. Petter obie dłonie wyciągnął ku niemu, zarzucił na szyję i ciepłym pocałunkiem z typowym sobie raptownym gestem, otarł wargi mężczyzny. Niteczka srebrzystej śliny łącząca ich i bruzdki znikające z czoła. 


*  
Zostawiajcie adresy waszych blogów. Chętnie poczytam.

2 komentarze:

  1. Więc tak. Co mogę powiedzieć o tym prologu? Jest wystarczająco tajemniczy, by zachęcić mnie do dalszego czytania, ale ciut krótki i nie dzieje się w nim nic większego; mogę z niego wywnioskować, że bohaterowie mieszkają we Włoszech i są razem.. chyba, że się mylę.
    Jest też mało opisów. Nie umiem sobie wyobrazić jak wygląda Rune i Petter. Ale w prologu przecież nie musi być tego tak dużo, prawda? Nie robisz błędów, ogółem – będę wpadać od czasu do czasu. Mam nadzieję, że cię nie uraziłam.

    Pozdrawiam!

    [czarny-ptak.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm... nie powiem że się nie podoba... Prolog ciekawy i wystarczająco tajemniczy, by zachęcić do dalszej lektury. Krótki lecz treściwy. Piszesz nieźle, styl bez zarzutów, błędów nie widzę.
    Na bloga z pewnością będę wpadać.
    PS. Obserwuję
    ahiknow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń